Monte Cassino: „Przechodniu powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w jej służbie”

Wczoraj, czyli 18 maja, minęła kolejna rocznica bitwy, która rozsławiła polski oręż na całym świecie. W 1944 roku roku wojna wkroczyła w kluczową fazę. Niemcy ufortyfikowali się w newralgicznym punkcie, w paśmie wzgórz i masywów górskich, tym samym odcinając siłom alianckim drogę na Rzym. Monte Cassino stanowiło strategiczny punkt, ciągnącej się na długości 130 kilometrów, potężnej niemieckiej linii umocnień – Linii Gustawa. Droga numer 6, prowadząca do stolicy, pozostawała poza zasięgiem aliantów. Gwoli ścisłości krwawa jatka trwała w tym rejonie od stycznia i pochłonęła morze krwi. Dość powiedzieć, że w czasie kampanii włoskiej, od września 1943 do maja 1945, życie straciło łącznie niemal 750 tysięcy żołnierzy obu sił. Są to liczby porażające, ale symultanicznie dają one obraz determinacji walczących. Dzielni żołnierze dali z siebie niemało, jednak próby zdobycia szczytu spaliły na panewce. W końcu głównodowodzący gen. Alexander „stracił głowę” i 15 lutego na opactwo spadły, przecinając przeraźliwym świstem powietrzne, serie bomb. Ponad 576 ton materiałów wybuchowych zdewastowało mury tego benedyktyńskiego klasztoru. W nalotach wzięło udział 256 bombowców. Straty były potężne i wywołały w świecie dwojaką reakcję, raczej mówiono o szaleństwie. Dom modlitwy zamienił się w stertę gruzów, a Niemcy wycofali się do podziemi. Potem rozegrały się jeszcze kolejne nieudane próby przełamania umocnień, ale teren był arcytrudny, wróg najgorszy z możliwych, także natarcia załamały się. I w końcu, jak już każdy miał dosyć, bo dostał w kość niemiłosiernie i morale sięgały dna, przyszła kolej na Polaków. Straty alianckie wynosiły już kilkudziesięciu tysięcy ludzi, sprawa naprawdę wymykała się z rąk. I tak, 24 marca generał Oliver Leese, nie owijając w bawełnę, wyłożył kawę na ławę: – Bierzecie przyszłe czwarte uderzenie na siebie, tak czy nie? Opowiedz mogła w naszym przypadku być jedna: – tak jest Panie generale. Tak się rozmawia w takich chwilach z Polakami! I 2 Korpus poszedł w ogień w straceńczym pochodzie. Zdobywanie tego stromego terenu to droga przez mękę, także wyzwanie było największe. 11 maja odczytano żołnierzom 2 Korpusu rozkaz dowódcy:

Żołnierze!
Kochani moi Bracia i Dzieci. Nadeszła chwila bitwy. Długo czekaliśmy na tę chwilę odwetu i zemsty nad odwiecznym naszym wrogiem. Obok nas walczyć będą dywizje brytyjskie, amerykańskie, kanadyjskie, nowozelandzkie, walczyć będą Francuzi, Włosi oraz dywizje hinduskie. Zadanie, które nam przypadło, rozsławi na cały świat imię żołnierza polskiego. W chwilach tych będą z nami myśli i serca całego Narodu, podtrzymywać nas będą duchy poległych naszych towarzyszy broni. Niech lew mieszka w Waszym sercu.
Żołnierze – za bandycką napaść Niemców na Polskę, za rozbiór Polski wraz z bolszewikami, za tysiące zrujnowanych miast i wsi, za morderstwa i katowanie setek tysięcy naszych sióstr i braci, za miliony wywiezionych Polaków jako niewolników do Niemiec, za niedolę i nieszczęście Kraju, za nasze cierpienia i tułaczkę – z wiarą w sprawiedliwość Opatrzności Boskiej idziemy naprzód ze świętym hasłem w sercach naszych Bóg, Honor i Ojczyzna.

Operacja HONKER zaczęła się 12 maja polskim atakiem na wzgórza „593” i „569”, ale ostrzał wroga był więcej niż silny. Polacy przedzierali się z okrzykami złości i najwyższym poświęceniem. Słowo honk oznacza w języku angielskim krzyk dzikich gęsi! Tak, krzyk dzikich gęsi. 17 maja polscy żołnierze, pod huraganowym ostrzałem, zstąpili do piekła i tracili nadzieję, że wyjdą z tego cało, byli już poza kresem swoich sił, ale walka trwała za Ojczyznę, Honor i Boga. Sierżant Marian Czapliński, który później poległ na Linii Gotów, zaintonował wówczas „Jeszcze Polska nie zginęła” a żołnierze podchwycili słowa hymnu i bitwa rozgorzała ponownie. Mjr Jan Żychoń z 13 Wileńskiego Batalionu Strzelców, oficer wywiadu, umierając, powiedział: „Za Polskę i dla Polski”Następnego dnia 18 maja nad ruinami klasztoru zafalowała na wietrze biała flaga, która oznaczała kapitulację Niemców. Patrol 12 Pułku Ułanów Podolskich przedarł się przez pole minowe i zawiesił polski sztandar. Monte Cassino zostało zdobyte. Poległo  924 polskich żołnierzy, ale 2 Korpus okrył się chwałą i wielkimi literami wyrył w historii swoje zasługi.

Brawo generale Władysławie Andersie, pośmiertne wielkie brawo żołnierze, tak dokładnie pomyślałem, stojąc w lipcowy upalny dzień 2014 roku przed jego grobem. Słońce prażyło niemiłosiernie, ale odetchnąłem z ulgą. Mój włoski, przeładowany samochód na F, cudem z uszkodzoną skrzynią, wtoczył się stromą i wąską drogą na wzgórze, szarpiąc i rzężąc. Szczerze mówiąc to już myślałem, że utkniemy w połowie drogi, ale udało się szczęśliwie. W końcu wyrósł przed nami osławiony klasztor a potem polski cmentarz. Jednego mi tylko zabrakło, maszty na flagi stały samotnie, takie sterczące kikuty, bo biało czerwone barwy nie powiewały… Czułem żal, chciałem dotknąć polskiej flagi na Monte Cassino. Sam cmentarz wywarł na mnie silne wrażenie i zmusił do głębszej refleksji. 2 Korpus wyszedł z tej nieludzkiej rosyjskiej ziemi, to w Buzułuku zaczęła się jego wędrówka, która wiodła przez Krasnowodsk, Monte Cassino, a skończyła się w 1945 roku w Bolonii. Poczułem żal, myśląc o tych ponad stu tysiącach dzielnych żołnierzy polskich, bo wygrali wojnę, a nie mieli dokąd wracać. Taka była cena, jaką zapłacili za lata wyrzeczeń, za walkę, ale zhandlowano nas już w Teheranie między 28 listopada a 1 grudnia 1943 i to w najohydniejszy ze sposobów. To wówczas Roosevelt udał się na spacer ze Stalinem i, mówiąc, że Kresy mu oddaje, prosił, aby ten nie ogłaszał tego oficjalnie, bo w przyszłym roku odbędą się wybory w Stanach. Tak, Roosevelt liczył na poparcie Polaków mieszkających za oceanem. I cóż na koniec, tamci zostali zdradzeni w podły sposób. Wielka polityka zawsze była pozbawiona sumienia i kierowała się racją stanu. Do kraju po wojnie wróciło około czternastu tysięcy z nich, a tam czyhali już funkcjonariusze MBP i Informacji Wojskowej.

Gwoli ścisłości przy forsowaniu linii Gustawa poległo w granicach 200 tysięcy żołnierzy: Niemców, Włochów, Amerykanów, Francuzów, Brytyjczyków, Hindusów, Nowozelandczyków, Polaków, Kanadyjczyków i członków formacji z Afryki.

      Poniżej kilka zdjęć z naszej wizyty w „polskim sanktuarium” pod Monte Cassino.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s